Pomysł na teledysk w nietypowym duecie, wokal + taniec, pojawił się lata temu. Nie mogłyśmy tylko znaleźć odpowiedniej piosenki. Nie wszystko co da się zatańczyć, można zaśpiewać i na odwrót działa to tak samo!

Jednak, kiedy pojawił się musical, a wraz z nim pierwsza scena królowych, w której Ala zatańczyła hornpipe (nazwa jednego z tańców irlandzkich) do „King of the Fairies”, a ja coś pomruczałam, postawiłyśmy na ten utwór. Ze względu na to, że jest to dzieło instrumentalne, musiałam się trochę nagimnastykować w researchu, aż znalazłam wiersz „The Fairies” irlandzkiego poety Williama Allinghama, który rytmem pasował do naszej melodii, która, jak się okazało, wcale nie była taka łatwa do wyśpiewania:

Up the airy mountain,
Down the rushy glen,
We daren’t go a-hunting
For fear of little men;
Wee folk, good folk,
Trooping all together;
Green jacket, red cap,
And white owl’s feather!

Down along the rocky shore
Some make their home,
They live on crispy pancakes
Of yellow tide-foam;
Some in the reeds
Of the black mountain-lake,
With frogs for their watchdogs,
All night awake.

High on the hill-top
The old King sits;
He is now so old and grey
He’s nigh lost his wits.
With a bridge of white mist
Columbkill he crosses,
On his stately journeys
From Slieveleague to Rosses;
Or going up with the music
On cold starry nights,
To sup with the Queen
Of the gay Northern Lights.

They stole little Bridget
For seven years long;
When she came down again
Her friends were all gone.
They took her lightly back,
Between the night and morrow,
They thought that she was fast asleep,
But she was dead with sorrow.
They have kept her ever since
Deep within the lake,
On a bed of fig-leaves,
Watching till she wake.

By the craggy hillside,
Through the mosses bare,
They have planted thorn trees
For my pleasure, here and there.
Is any man so daring
As dig them up in spite,
He shall find their sharpest thorns
In his bed at night.

Up the airy mountain,
Down the rushy glen,
We daren’t go a-hunting
For fear of little men;
Wee folk, good folk,
Trooping all together;
Green jacket, red cap,
And white owl’s feather!

Całkiem przypadkiem, podróżując, znalazłam idealne miejsce na nasz teledysk – Zamek Bolczów. Najbardziej celtycki z polskich zamków, choć wszystkich na pewno nie widziałam 😛 Zimą (a tego roku to raczej jesienią) wyglądał przepięknie, więc od razu wiedziałam, że na wiosnę to będzie cudo!

Wymyśliłyśmy scenariusz i na tej podstawie podzieliśmy nasze solówki w piosence. Wystarczyło to „tylko” zrealizować 😛 I tak czekało wszystko i czekało… aż w maju udało nam się wszystko nagrać u niezastąpionego Michała Warmuzka w MWStudio 🙂 Lasy były wciąż zamknięte, dystanse zwiększane, więc realizacja teledysku nie mogła być zaplanowana, musiała być spontaniczna! Dzięki pomocy Lewego Oka i Sozgi, sprawdźcie te tajemnicze nazwy na Facebooku, a także osobistych kierowców, udało się sfinalizować marzenie <3 Musiałam na szybko updatować strój musicalowy, korony spod ręki Reni Lipki oraz berła robione przez Madzię Stelmach i Vlada, zaprezentowały się wyśmienicie. A Zamek Bolczów, jak przypuszczałam, późną wiosną/wczesnym latem, był pełen magii.

Kilka ujęć z kręcenia teledysku znajdziecie w moim Vlogu nr 3 na kanale Youtube, nie było niestety na tyle czasu, aby jeszcze więcej zrobić, a co dopiero strzelić piękne foty! Nawet teraz widzę, że nie mamy z Alą ani jednego zdjęcia wspólnego 😛 Pracowaliśmy intensywnie, aby efekt był najpiękniejszy, ale czy jest, musicie ocenić sami 🙂 <3

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *